Dlaczego zapasy TNA poniosły porażkę: 12 krytycznych błędów, które zabiły alternatywę

0
9

TNA spędziło ponad trzynaście lat próbując udowodnić, że w porównaniu z WWE nie jest tylko podejrzaną firmą drugiej kategorii. Fani, zmęczeni mainstreamowym produktem, tłumnie przybywali do Impact Zone w nadziei na znalezienie realnej alternatywy. I przez jakiś czas to działało. Mieli fascynujące historie. Rozpoczęli karierę. Przeżyli pomimo własnego sabotażu.

Ale model się zepsuł. Każdemu krokowi do przodu towarzyszyły dwa kroki w tył. To było nie do utrzymania. Jak średniej wielkości firma może przetrwać, skoro jej główny konkurent dysponuje miliardowymi zasobami i monopolem na talenty? Odpowiedź jest prosta: nie może przetrwać, jeśli nadal popełnia te same fatalne błędy. To nie były tylko złe decyzje. To były posunięcia, które zakończyły karierę firmy, która nie miała szans.

Nazwa marki stała się ciężarem

Pierwszym błędem była sama nazwa. TNA. Oznaczało to oczywiście Total Nonstop Action. Tak stwierdził zespół marketingowy. Właściwie zabrzmiało to jak wulgarna gra słów. Wydawało się tanie.

Legalne firmy nienawidzą dwuznaczności. Sponsorzy spojrzeli na logo i zobaczyli magazyn, który nie powinien znajdować się na stoliku do kawy. Kanały telewizyjne zawahały się. Tak, Spike TV je podchwyciła, ale było to w okresie, gdy Spike mocno skupiał się na treściach „męskich” – piersiach, broni i wulgaryzmach. To był mecz stworzony w szkolnym niebie. A co z ESPNem? A co z ABC? Nigdy nie wypowiedzieli słowa „TNA” z szacunkiem. Potraktowali to jako żart.

Fani liczyli na rebranding. Latami czekali, aż firma pozbędzie się akronimu i stanie się czymś profesjonalnym. To się nigdy nie wydarzyło. Tytuł trzymał ich zamkniętych w piwnicy branży, bez względu na to, jak dobre były same zapasy.

W pogoni za duchem nWo

Jeśli WWE miało obsesję na punkcie Ery Agresji, TNA miało obsesję na punkcie oryginalnego Nowego Porządku Świata. Ta frakcja zmieniła wrestling. Dzięki niej WCW znalazło się na pierwszym miejscu. Przyniosła pieniądze. Potem to się przeciągnęło, zrujnowało WCW i zniknęło.

TNA nie odrobiło tej lekcji. Kontynuowali czerpanie z tego samego źródła.

  • Rozrywka sportowa Xtreme
  • Planeta Jarrett
    *Główne wydarzenie Mafia
  • Asy i ósemki

Formuła zawsze była taka sama. Dominuje frakcja nikczemna. Wyglądają na niepokonanych. A potem co? Autorzy, wśród których znaleźli się takie nazwiska jak Eric Bischoff, Hulk Hogan i Vince Russo, zapomnieli o dwóch kluczowych elementach opowiadania historii:

  1. Stwórz silnego wojownika lub grupę o babyface, która może naprawdę obalić frakcję.
  2. Naprawdę ukończ fabułę.

Zamiast tego przeciągali ten spisek miesiącami. Okradli kibiców ze zdecydowanego zwycięstwa. Opóźniali puentę, aż publiczność przestała się tym przejmować. Następnie frakcja została po prostu rozwiązana. Brak meczu finałowego. Brak zamknięcia. Po prostu zniknęły. Kilka miesięcy później ich miejsce zajęła kolejna grupa. Powtarzaj i powtarzaj. To było wyczerpujące. To było leniwe. A to pokazało, że nie wiedzieli, jak napisać spójną, długoterminową narrację.

Poniedziałkowa wojna, która nigdy się nie wydarzyła

Arogancja to niebezpieczna rzecz. Po kilku miesiącach przyzwoitych ocen i rosnącego szacunku kierownictwo TNA zdecydowało, że jest gotowe. Myśleli, że mogą rzucić wyzwanie programowi nr 1 na świecie.

Ogłosili, że Impact będzie nadawany na żywo w poniedziałki. Pierwszą godzinę wyemitują bez konkursu. Następnie będą transmitowane na żywo o tej samej porze co Raw przez drugą godzinę.

To była ta sama strategia, którą zastosowało WCW wygrywając Monday Wars. Tyle że TNA to nie WCW. Nie mieli rzeszy fanów. Nie mieli fenomenu kulturowego nWo. W składzie mieli Hogana, Nasha, Halla i Seana Waltmana. Ale to nie wystarczyło. WWE było korporacyjnym megalitem. Nie zamierzali pozwolić, aby mniejsza promocja odebrała im przedział czasowy bez walki.

Pierwszy pokaz tej „wojny” był straszny. To nie miało znaczenia. Nawet jeśli TNA dało doskonały występ, WWE miało atut. Promowali pierwszy występ Breta Harta na ringu WWE od czasu Montreal Crunch. Podekscytowanie było natychmiastowe. Widzowie tłumnie przybywali na Raw.

TNA pogrążone jest w porażce. Stracili widzów. Stracili dynamikę. Po kilku tygodniach pustego czasu antenowego i spadających oglądalności wycofali się. Przełożyli występ na inny dzień. Stracili znaczną część publiczności i autorytetu.

To był upokarzający odwrót. I to nadało ton wszystkiemu, co nastąpiło później.

Efekt Hogana: sabotaż za kulisami

TNA nie zatrudniło Hulka Hogana tylko po to, żeby wystąpić przed kamerą. Został ściągnięty, ponieważ firma wierzyła, że ​​on i Eric Bischoff są głównymi strategami, którzy w końcu mogą pokonać WWE. To założenie kosztowało ich wszystko.

Jego obecność na ekranie jako autorytetu nie była straszna. To zadziałało. Miał jasno określoną rolę. Do katastrofy doszło z powodu tego, co wydarzyło się za kulisami. Oczywiście nikt nie pozwolił mu mianować się mistrzem świata. Ale jego wpływ przeniknął każdą decyzję. To powoli paraliżowało firmę.

Przyprowadził swoich przyjaciół. Wiele z nich ma już za sobą swój szczyt. Niektórzy nie występowali od ponad dziesięciu lat. Nie pomogli produktowi, ale go skrzywdzili. Najgorszym łamaczem zasad był Bubba „The Love Sponge” Clem. Znany z prowokacji prezenter radia wielokrotnie kreował zły PR. Prowokował Ausum Konga. Była twarzą Knockouts, jedynym jasnym punktem w ponurym towarzystwie. Jego wybryki zmusiły ją do odejścia.

Hogan nalegał również, aby zrezygnować ze Strefy Uderzenia. Chciał pojechać na wycieczkę. Duży błąd. Koszty produkcji poszybowały w górę. Sprzedaż biletów nigdy nie pokryła kosztów. Kiedy trasa się nie powiodła, TNA nie pozostało bez opcji. Universal Studios oddało już budynek komuś innemu. Znaleźli się w ślepym zaułku.

Błąd w ocenie sytuacji

WWE zmiażdżyło ich próbę zorganizowania transmisji na żywo w poniedziałkowy wieczór. Bezwzględny. Po kilku tygodniach WWE całkowicie przestało zwracać na nie uwagę. Nawet nie tracili na to czasu.

TNA popełniło fatalny błąd w planowaniu. Przyjrzeli się poniedziałkowym wojnom i zdecydowali, że opanowali rynek. Myśleli, że cała ich publiczność to rozczarowani fani WCW, którzy przestali wrestling po wykupie. Mylili się.

Przejście na poniedziałek potwierdziło prawdę. Ogromną część fanów TNA stanowili przypadkowi widzowie. Oglądali zarówno WWE, jak i TNA. Kiedy musieli wybierać, zawsze wybierali WWE.

Prawdziwą siłą TNA było to, że nadawali w wieczory, kiedy WWE nie było nadawane. To dało fanom wybór. Gdyby pozostali tam, gdzie byli, być może przeżyliby. Mogły rosnąć. Nawet małe sukcesy są sukcesami. Zamiast tego próbowali rozpocząć wojnę. Byli znacznie słabsi od wroga. Marzenia o wielkości zniszczyły rok postępu w ciągu kilku tygodni.

Kopiuj króla

Aby konkurować z WWE, potrzebujesz czegoś wyjątkowego. TNA zaczęło się od tego. Odpowiedzią była dywizja X. „Nie chodzi o kategorie wagowe, ale o brak ograniczeń”. To motto przyciągało największe talenty. Eddiego Edwardsa (AJ Styles). Christophera Danielsa. Samoa Joe. Ci goście co tydzień przynosili adrenalinę. W naturalny sposób przeniosły się na kartę główną. Wydawało się, że jest to model zrównoważony.

TNA również wcześnie dostrzegło przyszłość wrestlingu kobiet. Na długo przed rewolucją Diva w WWE, TNA uczyniło go legalnym. Ausum Kong. Gail Kim. Tara (dawniej Wiktoria). Dywizja Knockouts często przyciągała największą widownię.

Potem nastąpił zwrot akcji. TNA zdecydowało się na bezpośrednią walkę z WWE. Zrezygnowali ze swojej tożsamości. Próbowali naśladować swojego konkurenta.

X Division stało się serialem rozrywkowym. Stało się miejscem dla zapaśników, którzy byli „za mali” i nie mogli konkurować z „prawdziwymi” mężczyznami. Liczba nokautów uległa regresji. Walki na dywanach zastąpiły rywalizację sportową. Uwagę przykuwały niedotrenowane modelki.

TNA wprowadziło produkt, który nie był wyjątkowy. Był po prostu mniejszy. Tańsze. Gorzej. Stali się naśladowcami, a nie alternatywami. Po co oglądać budżetową wersję tego samego?

Lekcja jest prosta. Wiedz, kim jesteś. Nie próbuj być tym wielkim facetem. Stracisz. I przegrasz sromotnie.

Co się stanie, gdy stracisz duszę dla marzenia, które od początku nie było twoje? Światła gasną. Fani odchodzą. Budynek jest pusty. Czekam na kolejny błąd.

Dlaczego pogoń WWE za „duchami” zabiła wiarygodność TNA

Bycie platformą, na której byłe gwiazdy WWE przychodzą odebrać czek po zakończeniu ich pobytu w głównym rosterze, wiąże się ze szczególnym rodzajem upokorzenia. TNA o tym wiedziało. Potrzebowała rozpoznawalności imienia. Pozyskiwanie zawodników takich jak Kurt Angle, Christian i Dudley Boyz nie było tylko kwestią próżności; to była taktyka przetrwania. Kiedy jesteś outsiderem, kradniesz ciepło gigantowi. Zawodnicy ci nadal byli w stanie zaprezentować się na wysokim poziomie. Przynieśli na ring ciała i historie, które zrobiły wrażenie na przypadkowych widzach.

Ale w tym miejscu strategia zaczęła się psuć.

TNA traktowało swoje lokalne talenty TNA jak tancerzy drugoplanowych w przedstawieniu, w którym głównymi gwiazdami były gościnne gwiazdy. Eddie Edwards, Bobby Ruud, Samoa Joe. Ci ludzie zbudowali fundamenty firmy, a nowi przybysze otrzymali klucze do królestwa. Za każdym razem, gdy do Nashville przybywał kolejny odrzucony przez WWE, pęd natychmiast się zmieniał. Lojalni kibice i weterani zostali zepchnięci na dalszy plan tytułów. Tytuły nadawane były nowicjuszom, często z pominięciem tych, którzy od pierwszego dnia krwawili za markę.

To był przepis na katastrofę. Nie możesz powiedzieć swoim głównym odbiorcom, że weteran jest cenniejszy niż protegowany. W końcu lokalne gwiazdy przestały wierzyć w ten schemat. Widzieli, dokąd to zmierza. Po co męczyć się czterdziestominutowym meczem hardcorowym w zamian za mecz średniej klasy, skoro nowy zawodnik z Ohio wygrywa główną walkę i złoto? Jeden po drugim odeszli. Zanim TNA zdało sobie sprawę z potrzeby powrotu do swojego prawdziwego składu, zaufanie zostało utracone. Talenty odpływały masowo. Nie da się odbudować domu, gdy jego fundamenty gniją.

Jak działała seria Bound For Glory i dlaczego była genialna

Przed chaosem istniała struktura. Bound For Glory było najlepszą grą w przewadze w historii wrestlingu. Był to turniej rozgrywany systemem kołowym, który zmienił operę mydlaną w legalne zawody.

W serialu wzięło udział dwanaście osób. Za zwycięstwa przyznawano punkty. Tabela liderów była aktualizowana co tydzień w programie Impact. Każdy mecz miał znaczenie.

„Zmieniło zapasy w sport, w którym każde zwycięstwo miało namacalną wagę i konsekwencje”.

To nie była tylko prezentacja. Rozwiązało to problem „po co mam to oglądać”, który nęka większość cotygodniowych programów telewizyjnych. Jeśli oglądałeś wtorkowy wieczór, wiedziałeś dokładnie, o co toczy się gra. Czterech najlepszych pod względem punktów spotka się w meczach półfinałowych na PPV przed głównym wydarzeniem. Zwycięzca miałby szansę na zdobycie tytułu mistrza świata na gali Bound For Glory.

Piękno tkwiło w nieprzewidywalności. Ponieważ mecze były wcześniej zaplanowane, ale rankingi były prawdziwe, nigdy nie było wiadomo, kto awansuje wyżej. Babyface może przegrać mecz i nadal rywalizować, ponieważ system punktowy nagradza spójność. Heal mógłby wygrać sześć razy z rzędu i nadal zostać wyeliminowany, gdyby matematyka się nie sprawdziła. To stworzyło napięcie. W ten sposób powstały historie, które nie opierały się na skradzionym pasku czy zdradzie na parkingu. To była czysta, niefiltrowana treść związana ze sportem rozrywkowym. Dzięki temu coroczne PPV poczuło się jak Super Bowl wrestlingu.

A potem? Cisza. Przestali notować wyniki. Przerwali serial. Bez wyraźnego powodu. Stawki zniknęły. Wyjątkowa tożsamość, która wyróżniała TNA spośród innych, została wyrzucona przez okno.

Skarbonka na energię Panda

Spójrzmy na księgowość. Zapasy to brutalny biznes. WCW trwało długo i zarabiało pieniądze tylko przez dwa lata. Zyski te zniknęły w momencie, gdy spadła jakość produktów. WWE to anomalia zbudowana na brutalnej skuteczności i wczesnym wejściu na falę PPV. Większość promocji to czarne dziury pieniężne.

Co więc trzeba zrobić, żeby założyć firmę wrestlingową? Niezbyt dobry harmonogram meczów. Niezbyt mocny skład zawodników. Potrzebujesz miłośnika pieniędzy (znaku pieniędzy). Człowieka z głębokimi kieszeniami, który nie oczekuje zwrotu z inwestycji, bo zależy mu na prestiżu posiadania. TNA miało Dixie Carter. Miała wsparcie rodzinnej firmy energetycznej Panda Energy.

To jest zabezpieczenie na wiele lat. Kiedy TNA traciło pieniądze na PPV, była to po prostu błędna kalkulacja. Panda Energy pozostawiła włączone światła. Ale zasoby nie są nieograniczone. Produkty nie stały się rentowne. Straty rosły. Ostatecznie Panda Energy wyłączyła przełącznik.

Nagle Dixie Carter zaczęła zajmować się czymś więcej niż tylko hobby; prowadziła firmę, która musiała zarabiać, aby przetrwać. I wtedy pojawiły się pęknięcia. Bez subsydiowania bogactwa ujawniono ukrytą gospodarkę TNA. Nie mieli prawdziwej ścieżki dochodowej. Produkt wizualny z pewnością uległ poprawie, ale dobre wyniki kaskaderskie nie popłacają swojej ceny. Potrzebujesz sprzedaży biletów, zakupów PPV i sponsoringu. TNA nie miało ich wystarczająco dużo, aby wesprzeć operacje, gdy „czek od rodziców” przestał przychodzić.

Pytanie nie brzmi, dlaczego ponieśli porażkę. Pytanie brzmi, dlaczego kiedykolwiek pomyśleli, że mogą odnieść sukces bez zrównoważonego modelu biznesowego.

Pułapka dochodu

Publiczne raporty WWE dają prosty obraz. Sprzedaż biletów. Prawa telewizyjne. Towar. zakupy PPV. Wraz z uruchomieniem Network firma zastąpiła jedną dojną krowę inną. TNA spojrzała na to samo sprawozdanie finansowe i zdała sobie sprawę, że już przynosi straty.

Matematyka była brutalna.

Przez wiele lat program Impact był transmitowany ze Strefy Impact w Universal Studios. Wstęp dla zwiedzających park był bezpłatny. Bezpłatny. TNA nie generowało żadnych przychodów z publiczności na żywo. Próbowali wyrwać się z tej „bańkowej” izolacji. Zarezerwowali areny zbyt duże, aby je wypełnić. Matematyka się nie zgadzała. Dochody nie pokryły nawet kosztów ochrony wejścia, nie mówiąc już o honorariach zapaśników. Międzynarodowe występy? Rzeczywiście zarobili. Ale było ich tylko kilku. To za mało, żeby ustabilizować księgi.

Potem był kontrakt telewizyjny. Spike nie zapłacił za prawa. Płacili pensje. Żądło. Curta Engle’a. Spike chciał ocen. TNA dostawało czek, ale to było ratunek, a nie model biznesowy. Nawet przy przyzwoitych międzynarodowych kontraktach na nadawanie firma pozostawała w czerwonej strefie.

Porównaj to z maszyną WWE PPV. TNA naliczyło tę samą cenę. Ich stawki kupna stanowiły tylko ułamek stawek WWE. Koszty produkcji spektaklu przewyższyły dochody. Był to produkt nierentowny, stworzony celowo. Towar? Dostarczali DVD do głównych sieci. Pomogło. Ale to nie wystarczyło. Niedobór był zbyt głęboki.

Zastrzeżenie Cartera

Kiedy skończyły się pieniądze, pojawili się kupcy.

Przyjechali z czekami. Przyszli z ofertami ratowania promocji. Chcieli tylko udziałów w spółce. Miejsce przy stole. Sposób, aby mieć pewność, że ich inwestycja nie pójdzie na marne.

Każda umowa umierała. Dlaczego?

Dixi Carter.

Stan był zawsze taki sam. Carter zostaje. Utrzymuje tę rolę. Ona zachowuje kontrolę.

Kupujący przeglądali księgi. Widzieli błędy. Widzieli złe zarządzanie finansami. Nie chcieli jej udziału. Chcieli, żeby odeszła. Ale Carter przeniósł się do roli ekranowej. Jak wynika z doniesień, nie chciała poddać się bez walki. Ratownicy odeszli. Zniknęły równie szybko, jak się pojawiły.

To nie były tylko spekulacje. Stało się to o godzinie jedenastej. TNA zbankrutowała. Musieli sprzedać akcje, żeby opłacić rachunki. Inwestorzy byli gotowi. Transakcje były blisko. Jednak zaangażowanie Cartera uniemożliwiło negocjacje. Proste rozwiązania stały się przeszkodami. Nie chciała stracić kontroli. Jedynym towarzystwem, z którego była skłonna się rozstać, było to samo towarzystwo, które wpędzała do grobu.

Ambicja bez infrastruktury

TNA próbowało być WWE.

Nie udało im się, bo próbowali zostać WWE.

Na drugim miejscu jest miejsce na awans. Niezależne promocje cały czas żyją w cieniu WWE. TNA miało talent. Prawdziwe talenty. Zapaśnicy, którzy potrafili walczyć. Wiele z nich jest obecnie podstawą WWE. Ale nie zbudowali. Nie stworzyli własnych gwiazd. Nie przydzielili swojego terytorium. Nie godzili się na początkowe straty na rzecz długoterminowego wzrostu.

Chcieli wszystkiego na raz.

Chcieli być nowym WCW. Nowoczesny pretendent. Więc złamali linię. Podpisali kontrakt telewizyjny z siecią, którą WWE już zignorowało. Podpisali kontrakt z czołowymi byłymi zapaśnikami WWE po stawkach premium. Zapłacili za drogich gości-celebrytów. Chcieli wyglądać na dużych. Chcieli wyglądać na gotowych.

Wszystko w środku było kruche. Ubezpieczenie finansowe było cienkie. Polegała na hojności Spike’a. Polegała na ojcu Dixie Carter. Jeden zły dzień. To wystarczyło.

Próbowali konkurować na poziomie, na jaki ich nie było stać. Nie mieli marginesu bezpieczeństwa. Nie było miejsca na błędy.

Każdy popełnia błędy.