Wydaje się, że to współczesny cud. Wchodzisz do kliniki, robisz szybki zastrzyk i następnego ranka zmarszczki znikają. Ale historia tego popularnego zabiegu kosmetycznego, botoksu, ma mniej wspólnego z zaawansowaną technologią, a więcej z raczej skażonym mięsem sprzed dwóch wieków.
Związek między redukcją zmarszczek a śmiercionośną toksyną botulinową datuje się od partii zatrutych kiełbas z początku XIX wieku w Niemczech. To właśnie tam niemiecki lekarz Justinus Kerner po raz pierwszy podejrzewał źródło zatrucia mięśni. W tamtych czasach wątpliwe kiełbaski były powszechne. Podczas wojen napoleońskich wiele osób zginęło w wyniku tajemniczych wybuchów „zatrucia kiełbasą”. Kerner zrozumiał powód. Przetestował setki kiełbasek. Wstrzyknął sobie nawet rzekomą toksynę.
Dzięki rygorystycznym eksperymentom na sobie jako pierwszy zidentyfikował i opublikował kliniczny opis toksyny i jej skutków.
Jak Clostridium Botulinum zamienia żywność w broń
Botulizm pokarmowy występuje, gdy spożywamy żywność skażoną zarodnikami drobnoustroju Clostridium botulinum. Ta bakteria jest prawie niezniszczalna. Żyje w glebie na całym świecie. Kiedy zanieczyszcza mięso, a czasami warzywa, rozwija się w warunkach pozbawionych tlenu.
Tworzy to zabójczą kombinację ze źle zakonserwowaną żywnością i solonym mięsem. Warunki są idealne do rozwoju drobnoustroju. W rezultacie powstaje toksyna powodująca problemy ze wzrokiem, trudności w połykaniu, wymioty i poważne osłabienie mięśni.
Używanie śmiercionośnej toksyny do celów medycznych i kosmetycznych
Ludzie są pomysłowi. Znaleźli sposób na wykorzystanie tej toksyny i skierowanie jej działania w określonych kierunkach. Najbardziej godnym uwagi przykładem jest serum marki Botox. Według Amerykańskiego Towarzystwa Chirurgów Plastycznych jego popularność wzrosła o ponad 700 procent od 2000 roku.
Wzrost ten dotyczy wyłącznie zastosowań kosmetycznych. To nie wszystko, co robi. Toksyna botulinowa pomaga w leczeniu wielu schorzeń. Kontroluje nadmierną potliwość. Łagodzi migreny. Rozluźnia także stale napięte mięśnie osób z porażeniem mózgowym.
Długa, wątpliwa historia piękna
Sztuka dobrego wyglądu ma historię równie wątpliwą jak sama toksyna. Starożytni Egipcjanie malowali powieki toksyczną mieszaniną rudy miedzi i ołowiu. Narażenie spowodowało bezsenność i uszkodzenie mózgu. Grecy smarowali twarze kremem na bazie ołowiu. To ostatecznie doprowadziło do szaleństwa.
Poświęcenie zdrowia na rzecz urody może wydawać się teraz absurdalne. Ale to nie jest tak daleko, jak myślisz.
Nadal używamy rtęci w niektórych kosmetykach do oczu jako środka konserwującego, chociaż w niektórych stanach zakazano tego pierwiastka. W 2007 r. jedna trzecia z 33 czerwonych szminek zbadanych przez Grupę na Rzecz Bezpiecznych Kosmetyków zawierała ołów. Od 2016 r. Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków nie ustaliła limitu zawartości ołowiu w kosmetykach.
W kraju obowiązuje zestaw standardów dotyczących produkcji komercyjnych konserw mięsnych. Dzięki tym zasadom większość przypadków zatrucia toksyną botulinową należy już do przeszłości.
Podczas II wojny światowej wojsko amerykańskie rozważało użycie toksyny botulinowej jako broni biologicznej; jeden z niezrealizowanych planów zakładał wykorzystanie prostytutek do zatruwania jedzenia i napojów wrogich oficerów wojskowych.
Ironia pozostaje. Regulujemy nasze kiełbaski, ale mamy trudności z regulacją naszych szminek. Zabijamy toksyny, aby usunąć zmarszczki, pozostawiając inne trucizny w naszych kosmetyczkach. Granica między pięknem a niebezpieczeństwem nie zmieniła się zbytnio od XIX wieku. Teraz wygląda po prostu czyściej.


























