Dlaczego Warren Buffett unika biotechnologii i co to oznacza dla Twojego portfela

0
4

Warren Buffett zbudował swoją reputację na cierpliwości, dyscyplinie i docenieniu wewnętrznej wartości biznesu. Przez dziesięciolecia przekonywał, że bogactwo bierze się z posiadania odnoszących sukcesy firm, a nie z pogoni za nimi.

Biotechnologia? To zupełnie inna historia.

W branży, w której jedna decyzja FDA lub nieudane badanie kliniczne może z dnia na dzień unicestwić miliardy, zasady Buffetta wystawione są na największą próbę. Podczas dorocznego spotkania Berkshire Hathaway w 2019 r. bez ogródek wypowiedział się na temat ogólnych nastrojów na rynku: „Nigdy nie widziałem, żeby ludzie grali tak dużo jak teraz”. Zauważył, że giełda była kiedyś „jak kościół z kasynem”. Dziś samo kasyno stało się głównym wydarzeniem.

Chociaż mówił o rynku jako całości, ten sygnał ostrzegawczy szczególnie mocno uderza w inwestowanie w biotechnologię. Sektor jest rozdarty pomiędzy nauką transformacyjną a handlem spekulacyjnym. A dla inwestorów próbujących dowiedzieć się, czy biotechnologia jest aktywem, czy loterią, granica między nimi staje się coraz bardziej niewyraźna.

Filtr Buffetta: dlaczego biotechnologia nie pasuje

To nie tak, że Buffett nie lubi nauki. Rzecz w tym, że nie potrafi tego modelować.

Berkshire Hathaway od dziesięcioleci unika biotechnologii – nie przez przypadek, ale z założenia. Jego „krąg kompetencji” jest wąski i skupiony. Woli biznesy, w których może z pewną pewnością oszacować przepływy pieniężne na dziesięciolecia.

  • Marki konsumenckie.
  • Firmy ubezpieczeniowe.
  • Koleje.
  • Narzędzia.

Rozwój leków nie mieści się w tym schemacie.

Dlaczego? Firma może spędzić piętnaście lat i miliardy dolarów na opracowaniu terapii, a następnie zakończyć ją niepowodzeniem w badaniach III fazy. Lub odwrotnie, nieznana platforma technologiczna może zrewolucjonizować medycynę z dnia na dzień. Sukces zależy od szczęścia regulacyjnego, jakości wykonania produkcji, zmian w systemach zwrotu kosztów, działań konkurencji i czasu.

„Nie wiem” to często najmądrzejsza odpowiedź inwestycyjna.

Buffett jest świadomy swoich ograniczeń. Nie wykracza poza swój krąg kompetencji. I są ku temu dobre powody. Nawet eksperci mają trudności z przewidzeniem, jakie czynniki mogą wykoleić transakcję.

Jeden wielki wyjątek

W czasie pandemii Berkshire kupił akcje firm farmaceutycznych – AbbVie, Merck, Pfizer. Ale to nie były spekulacje biotechnologiczne. Są to spółki dojrzałe, posiadające przychody wypłacające dywidendę i zbliżone rodzajem działalności do dóbr podstawowych.

Firmy biotechnologiczne na wczesnym etapie rozwoju? To zupełnie inna sprawa.

Wiele z nich ma zerowe dochody. Ich całkowity koszt opiera się na jednej cząsteczce, jednej decyzji FDA lub jednej technologii. Jeśli to się nie powiedzie, akcje spadną do zera. Jeśli się powiedzie, akcje mogą wzrosnąć dziesięciokrotnie.

To właśnie ryzyko binarne trzyma Buffetta na uboczu i powoduje, że wielu inwestorów traktuje biotechnologię jak los na loterii.

Inwestowanie w biotechnologię: sztuka czy pasja?

Komentarz Buffetta do kasyna nasuwa pytanie: czy biotechnologia to inwestycja czy zakład?

Odpowiedź? Może to być jedno i drugie.

Długoterminowe inwestycje w biotechnologię wyglądają następująco:
– Ocena platform naukowych.
– Zrozumienie biologii chorób.
– Analiza projektu badania klinicznego.
– Badanie otoczenia konkurencyjnego.
– Ocena potencjału komercyjnego.

Spekulacje wyglądają tak:
– Pogoń za impulsem (pędem).
– Kupowanie cotygodniowych opcji przed posiedzeniem rady doradczej FDA.
– Reagowanie na nagłówki wiadomości, a nie na dane.
– Wykorzystywanie szumu wokół sztucznej inteligencji w celu podniesienia cen akcji jeszcze zanim pojawią się jakiekolwiek dowody kliniczne.

Rynek docenia obecnie dynamikę kosztem fundamentów. Prywatni inwestorzy kupują opcje krótkoterminowe. Media społecznościowe podsycają szum. Ceny akcji zmieniają się w oparciu o sentymenty, a nie naukę.

To jest właśnie zachowanie, które Buffett ostrzegał jako niebezpieczne.

Dlaczego biotechnologia jest tak podatna na zakłady

Szereg cech strukturalnych sprawia, że sektor ten podlega ostrym wahaniom.

1. Informacje binarne.
Spółki przemysłowe odnotowują stopniowy wzrost zysków. Spółki biotechnologiczne publikują komunikat prasowy, a ich wyceny gwałtownie rosną lub spadają o 50%. Nie ma opcji pośrednich.

2. Niepewność szacunków.
Metryki takie jak zysk, przepływy pieniężne czy wartość księgowa są bezużyteczne dla firm nieposiadających przychodów. Jak ocenić firmę, która może nie mieć produktu nawet od pięciu lat?

3. Asymetria trudności.
Większość inwestorów nie jest w stanie ocenić mechanizmów immunologicznych, technik edycji genów ani statystycznej mocy prób. Czytali nagłówek. Kupują. Mają nadzieję.

4. Opcja wzmocnienia.
Buffett szczególnie skrytykował opcje jednodniowe jako hazard. Biotechnologia jest jednym z najbardziej aktywnych sektorów w przypadku tych krótkoterminowych zakładów. Zmienność jest wbudowana w samą strukturę, a ryzyko jest zwielokrotnione.

Bogactwo Buffetta przeoczone

Unikanie biotechnologii uchroniło Berkshire przed porażką. Ale spowodowało to również, że przegapili niektóre z największych zysków na dzisiejszych rynkach.

Firmy takie jak Amgen, Gilead Sciences, Vertex Pharmaceuticals i Regeneron przełożyły innowacje naukowe na ogromną wartość dla akcjonariuszy. Nie wzięły się z baniek. Wyrosły z prawdziwych odkryć naukowych.

  • Przeciwciała monoklonalne.
  • Terapia CAR-T.
  • Leki RNA.
  • Terapia genowa.
  • Leki GLP-1.
  • Inhibitory dopełniacza.

Kategorie te zmieniły medycynę. Stworzyli setki miliardów dolarów kapitalizacji rynkowej.

Problem? Wczesne zidentyfikowanie tych liderów wymaga wiedzy specjalistycznej wykraczającej daleko poza tradycyjne inwestowanie w wartość. Nie można po prostu przeczytać formularza 10-K (raportu emitenta papierów wartościowych). Musisz zrozumieć naukę. To wymaga cierpliwości. I musisz być przygotowany na to, że nie poddasz się przez lata niepewności.

Buffett nie miał takiej cierpliwości do branży. I nie przeprasza za to.

Współczesny krajobraz biotechnologiczny

Dziś jest to być może bardziej obiecujące i jednocześnie bardziej zagmatwane niż kiedykolwiek.

Sztuczna inteligencja przyspiesza odkrywanie nowych leków. Edycja genomu staje się rzeczywistością. Onkologia spersonalizowana ewoluuje. Jednak dla większości graczy technologie te wciąż są dalekie od dojrzałości komercyjnej.

Do tego dochodzi kwestia ceny. Medycyna regeneracyjna, terapia komórkowa, biologia syntetyczna otwierają nowe horyzonty. Ale kto za nich zapłaci? Ogromnym nierozwiązanym problemem pozostaje kwestia zwrotu kosztów.

Żyjemy w epoce rynków prognostycznych, inwestowania w memy i gorączki opcji. Wiadomość Buffetta przebija się przez hałas.

Krótkoterminowy hazard może czasami być opłacalny. Jednak trwałe bogactwo nadal wynika z rygoru (rygoru analizy). Z analityki. Od umiejętności przyznania się, że nic się nie wie.

Biotechnologia daje niesamowite możliwości. Niesie ze sobą także niesamowite ryzyko. Rynek stawia obecnie mocno na jedno i drugie.

Pytanie nie dotyczy tego, czy kasyno jest otwarte.

Pytanie brzmi, czy grasz, żeby się uczyć, czy grasz, żeby przegrać.